Kolejny rok szkolny dobiegł końca. W całym tym radosnym
szkolnym zamieszaniu nie poczułam jak małymi, lecz regularnymi krokami zbliża się do nas
wakacyjna przerwa. Jak co roku oznacza to dla mnie jedno – zmianę pracy. Już
teraz zastanawiam się gdzie wiatr przypadku rzuci mnie tym razem. Ten rok był
dla mnie rokiem trudnym od samego początku. Dwa pobyty w szpitalu, próba
zapanowania nad swoim życiem i rozprawienia się wszechogarniającą samotnością,
choć gorzkie w smaku sprawiły, że stałam się mocniejsza. Samotność nadal puka
do mych drzwi. Rozstanie z dzieciakami, które jak zwykle trwać będą w mojej
pamięci już zawsze, skłoniło do zadumy nad tym, czy i mnie te dzieciaki będą
pamiętać za kilka lat. Przede mną dwa miesiące odpoczynku i myślenia o nowej pracy. Za tydzień odwiedzę dawno niewidziane Warszawskie kąty gdzie postaram się podciągnąć swoje taneczne umiejętności. Jedyne czego bym sobie życzyła na zakończenie tego roku szkolnego to rozstania z zimną, wyrachowaną damą, która towarzyszy mi od jakiegoś czasu i ani myśli się odczepić - samotnością...

29.06.2012
18.06.2012
W takie wieczory jak dziś...
W takie wieczory jak dziś, chciałabym móc wtulić się w silne
ramiona i zapomnieć o otaczającym mnie, palącym czasem do żywego świecie. W
takie wieczory jak dziś, chciałabym móc pokazać jak bardzo namiętne potrafią
być moje delikatne usta i wodzące miękkim muśnięciem palce dłoni wędrujące w
górę i w dół po ciele. W takie wieczory jak dziś, leżąc samotnie na dywanie
utkanym ze wspomnień, chciałabym móc szeptać najpiękniejsze słowa muskając
ciepłym oddechem płatki uszu. W takie wieczory jak dziś chciałabym poczuć, że
stać mnie na bycie delikatną, subtelną, namiętną kochanką rozpalającą ciało i zmysły. W takie wieczory jak
dziś, chciałabym odrzucić kajdany żelaznych nerwów i pancerz siły, wkładając
jednocześnie delikatną materię kobiecej kruchości. W takie wieczory ja dziś chciałabym nie czuć się tak
potwornie samotna i zagubiona. W takie wieczory jak dziś,
chciałabym to wszystko zrobić, zamiast być skazaną na łaskę wyobraźni…
11.06.2012
Syndrom wmówionej bezradności.
Obserwując otaczający mnie świat coraz częściej dochodzę do
wniosku, że ludzie stają się coraz mniej samodzielni. Pomijając fakt wiary w to,
że produkt reklamowany na łamach telewizji i kolorowych gazet jest nam
bezwzględnie potrzebny do życia – na co jeszcze jestem w stanie przymrużyć oko,
nie pojmuję jak dorosłym ludziom można wmówić, że nie potrafią czegoś
samodzielnie zrobić. Mam na myśli dwa konkretne przykłady prywatnych firm
promujących, moim zdaniem, zupełnie zbędne usługi. Pierwszym z nich są
plannerki zaręczyn. Ja rozumiem, że jeśli chodzi o ślub czasem trudno znaleźć
czas i dobrze wykalkulować wszystkie koszty dotyczące takiej uroczystości i
stąd usługa wedding plannerek znalazły swoją mocną pozycję na rynku usług, ale
żeby nie umieć samodzielnie zaplanować własnych zaręczyn? Gdyby o moją rękę
starał się facet, który wcześniej zwrócił się z wymyśleniem sposobu jak się oświadczyć
ukochanej kobiecie chyba bym takiego absztyfikanta pogoniła gdzie pieprz rośnie
po rozum do głowy. O drugiej firmie dowiedziałam się dziś rano a dotyczy ona
kompletowania dziecięcej wyprawki. Zawsze mi się wydawało, że kobiecie w ciąży
niemałą frajdę sprawia chodzenie po sklepach i wybieranie odpowiedniego
wyposażenia do dziecięcego pokoiku, nie mówiąc już o śpioszkach, pajacykach,
koszulkach i sukieneczkach. Jakże się myliłam. Podobno rynek artykułów dla
dzieci jest tak obszerny, że przyszłe mamy nie radzą sobie z ich wyborem i w
ataku paniki zwracają się z tą trudną sztuką do wyspecjalizowanych w tym
temacie pań. Czy my dorośli jesteśmy aż tak nieudolni, czy może na tyle głupi
by pozwolić wmówić sobie ową nieudolność w funkcjonowaniu na podstawowych płaszczyznach
życia? Aż włos się jeży na głowie, gdy pomyślę o odpowiedzi na pytanie: czego
to ludzie w swej głupocie jeszcze nie wymyślą?
Subskrybuj:
Posty (Atom)