Życie nierzadko pakuje nas w sytuacje beznadziejne. Kilka
dni temu prozaiczna wydawałoby się sytuacja, zmieniła moje postrzeganie „beznadziejności”.
Otóż zgubiłam klucz. Klucz ów – bardzo ważny – otwierał on bowiem drzwi do
królestwa srogich wuefistów którym lepiej nie wchodzić paradę. Przerażona
rozpoczęłam przeczesywanie niemałego terenu boisk i trawników wokół szkoły. Pogłaskałam
wzrokiem niemal każde źdźbło trawy, każdą wyrwę w betonie ( no tak beton na
boiskach szkolnych to nadal chleb powszedni ), każdy dołek w ziemi – i co? I
motyla noga NIC! Panika narastała we mnie z każdą chwilą, ciśnienie krwi zatkało
bębenki uszu, kropelki potu wystąpiły na czole. Myśl o rychłym wstąpieniu do
klubu tych, którzy podpadli narastała w głowie przybierając realny, niemal
namacalny kształt. Zrezygnowana, po kilkudziesięciu minutach spędzonych na
gorączkowych poszukiwaniach klucza, dobiłam z wzrokiem utkwionym w podłogę i
wyrazem skruchy malującym się na twarzy do pokoju wuefistów. Już miałam na
końcu języka przeprosiny, już miałam ziębić w piersi w poczuciu winy, gdy
tknięta ostatnim podrygiem desperacji postanowiłam zajrzeć w miejsce, w którym
klucz nie miał prawa się znaleźć. A jednak, w środku kosza z piłkami, którego w
tamtym dniu nawet nie dotknęłam, leżał sobie spokojnie połyskując zagubiony
klucz. Odetchnęłam z ulgą i pomyślałam, że nie warto porzucać nadziei póki nie
wyczerpie się nawet najbardziej absurdalnego pomysłu na rozwiązanie problemu. Tym
razem chodziło jedynie o klucz, następnym razem może jednak chodzić o coś
naprawdę ważnego. Jak to mówią nadzieja umiera ostatnia.

24.06.2013
20.06.2013
Czarowanie przyszłości.
Wakacje za pasem. Na niebie od samego rana żarówka mocno
pracuje na nasze opalenizny i kropelki potu na rozgrzanych dekoltach i plecach.
Nadszedł czas bym spojrzała przed siebie w poszukiwaniu kolejnej zmiany w
życiu. Koniec roku szkolnego to dla mnie koniec pracy i chwila oczekiwania na to,
jakie wyzwanie podejmę w przeciągu następnych kilku miesięcy. Nuda i stagnacja
mi nie grożą. To, czego sobie życzę na najbliższą przyszłość pozostawiam ukryte
głęboko w sercu. Może, jeśli zdmuchnę w wyobraźni świeczki na czekoladowym
torcie marzeń i wypowiem życzenie – ono się spełni? Wprawdzie do urodzin
jeszcze daleko, ale kto powiedział, że tort ze świeczkami nie może uświetnić
dnia codziennego, no kto? Ja więc przyjmuję, że dzisiejszy dzień jest
uroczysty, wypowiadam w myślach życzenie
i zdmuchuję w tej chwili kolorowe świeczki szczęśliwej przyszłości. Oby tylko
czarowanie tej mojej przyszłości się udało…
Subskrybuj:
Posty (Atom)